
Od tego zaczęło się pisanie! Ta historia jest krótka i słodka. Od momentu powstania, nie poprawiałam jej za mocno. Oczywiście przeszła redakcję i korektę, jednakże mój obecny styl jest tak bardzo inny, że musiałabym ją napisać od nowa. Jednak to ona mnie uratowała od bezsenności, którą wywołała postępująca depresja! Jestem jej za to wdzięczna, bo to od niej zaczęła się moja pisarska przygoda.
Wakacje, które miały być tylko nudnym czytaniem książek na chorwackiej plaży, zmieniły się przez jeden nieuważny krok. Gdy Ola wylądowała na asfalcie przed maską czarnego auta, nie spodziewała się, że właśnie zderzyła się z przeznaczeniem. To, co wydawało się końcem planów, stało się początkiem drogi, z której nie ma powrotu.
"Oczy mu pociemniały. Oblizałam usta i patrzyłam na jego zmysłowe i piękne wargi. Zacisnął szczękę i zbliżył twarz do mojej. Pocałował mnie. Najpierw delikatnie, a w chwilę później mocniej i mokrzej. Poczułam jak z mojego brzucha wypełzają języki gorąca."
FRAGMENT:
Rozdział 1
Właśnie zaczęły się wakacje. Koniec kieratu uczelni, dojazdów i sączenia mi w uszy uczelnianych mądrości. Znajomi porozjeżdżali się do domów, a mnie czekały pełne braku atrakcji wakacje. Tak bywa. Delikatnie rozweselającą perspektywą był wyjazd z całą familią. Rodzice i ich dwutygodniowe „wakacje miodowe”. Mój brat i jego podboje wakacyjne, pełne dziewczynek śliniących się na widok jego blond czupryny, do kompletu urok zadziornego chłopaczka. Na doczepkę ja – smażona przez słońce i z nosem w powieściach. Na kamieniach chorwackiej plaży książki smakują wybornie.
Wracałam z biblioteki z torbą wypchaną książkami. Pięć powinno wystarczyć. Planowałam, co muszę spakować, a co jeszcze kupić przed wyjazdem. Nie było tego wiele. W chorwackim klimacie, podczas sezonu, nie potrzeba dużo. Stroje kąpielowe, kilka chust pareo i kosmetyki. Właśnie! To ważny zakup! Plan – do apteki, później do domu, by się pakować.
Łup!
Nie wiedziałam, co się stało. Siedziałam na jezdni dziwnie rozkraczona, torebka leżała dość daleko, a przede mną stało czarne auto. Siedziałam jednak na pasach, więc mój osobisty GPS działał. Wlazłam pod auto! Krwi nie było, żadna kość mi spod skóry nie wystawała, czułam kończyny, więc… było dobrze.
Ktoś wyskoczył z auta. Drzwi jęknęły w proteście przed tak gwałtownym otwarciem.
– Nic ci nie jest?!
To do mnie?
– Nie wiem – odparłam.
Facet kucnął obok mnie. Niezły facet.
– Jesteś cała? – spytał mocno zdenerwowany.
– Tak myślę – odpowiedziałam.
Oglądał mnie, a moją uwagę zwróciły jego rozwichrzona fryzura w nieładzie i drapieżne brwi, i niebieskie oczy, i rzęsy… Porąbało mnie!
– Możesz wstać? – spytał.
– Mogę spróbować.
Ktoś zatrąbił. Za autem chłopaka stały już inne, a ich kierowcy, nieświadomi zdarzenia, najwidoczniej się wkurzali. Na chodniku zatrzymało się kilkoro gapiów żądnych wrażeń. Znów klakson.
– Wstań, proszę.
Starałam się podnieść. Kulawo to szło. Chłopak mi pomagał, ale czułam, że z lewą nogą jest coś nie tak.
– Zawiozę cię do domu. Okay?
Miałam protestować?
– Tak, proszę.
Popatrzył jakoś tak dziwnie i podniósł mnie, a właściwie to prawie podrzucił. Pewnie przez stres.
– Torebka! – wykrzyknęłam. – Weź torebkę.
Wsadził mnie na miejsce pasażera, zgarnął z jezdni torebkę i wsiadł za kierownicę.
– Gdzie mieszkasz? – spytał.
– Jedź w lewo i w dół drogą – odparłam.
Spojrzałam na nogę, dziwnie odrętwiała. Bolała. Nie uśmiechało mi się kuśtykanie po plażach.
– Coś cię boli? – spytał.
– Tak. Tak mi się wydaje.
– Pokaż gdzie – poprosił. – Zablokowałaś się – stwierdził, a jego brwi prawie się złączyły. – Ćwiczysz coś? – spytał bez sensu.
– No – odparłam błyskotliwie.
– To trzeba rozmasować, odblokować – stwierdził.
No super! Zapowiadają mi się niezłe wakacje. Bosko! Było piątkowe popołudnie. Gdzie ja teraz miałam znaleźć masażystę? Jutro wyjazd! Kicha…
– Pięknie. – Tyle ode mnie.
Znów jakoś tak dziwnie spojrzał. Skręcił ostro w boczną drogę, prowadzącą do parku, i zahamował.
– Ja ci to zrobię – stwierdził, a brwi znów mu się prawie połączyły.
– Co? – wyrwało mi się bystre pytanie.
– Znam się na masażu pourazowym. Rozmasuję ci to.
Hmm… Rozmasuje mi, czyli będzie mnie bezpośrednio dotykał. Nie mierziła mnie ta myśl. Co więcej, podobała mi się!
Zaparkował.
– Teraz się nie ruszaj, bo możesz pogorszyć.
Co miałam odpowiedzieć?
– Okay – odparłam.
Wysiadł z auta. Przeszedł na tył i otworzył bagażnik.
– Tylko się nie ruszaj!
– Okay! – powiedziałam już nieco wkurzona.
Wyjął coś z auta i przeszedł do drzwi pasażera. Otworzył je. W ręku trzymał pustą skrzynkę po coli. Postawił ją do góry dnem przy progu samochodu.
– Teraz ci przesunę nogi na podest, ale ty nie napinaj mięśni.
– Okay – powtórzyłam się.
Delikatnie, jak szklaną lalkę, złapał mnie pod kolanami i przesunął moje nogi w kierunku skrzynki. Stopy oparły się na prowizorycznym podeście.
– Rozmasuję ci to. Na początku będzie bardzo bolało, ale zaraz przejdzie – powiedział z pełnymi żalu oczami.
– Okay. – A ja zaś to samo.
Zatarł ręce, wygiął palce i mnie dotknął. Poczułam mrówki idące od miejsca, w którym mnie dotykał, we wszystkie strony. To pewnie dlatego, że robił to obcy facet. Najpierw zaczął wykonywać okrężne ruchy palcami, a następnie ucisnął nogę. Mocno. I wtedy przyszedł ból. Tępy i ostry. Jak wyrywany mięsień. Trwał, a ja głośno wciągnęłam powietrze i zacisnęłam z bólu powieki, a palce rąk na siedzeniu auta. Bolało jak cholera.
– Zaraz przejdzie. – Oczy miał pełne wyrzutów sumienia. – Obiecuję.
I faktycznie. Ból zelżał, później odpłynął. Zostały „mrówki” w nodze. Rozluźniłam się.
– Jest lepiej. Miałeś rację – przyznałam.
– Teraz trzeba to rozmasować do końca. Nie ruszaj się.
A ten znów to samo: „nie ruszać się”. Stało się to trochę trudne, ponieważ rozmasowywał mi coraz to dalsze partie mięśni. Poczułam dreszcz podniecenia. Zacisnęłam dłonie na siedzeniu i spięłam się, żeby nie dać po sobie poznać, co się ze mną dzieje. Robiło mi się coraz bardziej gorąco.
– Tak cię boli? – zapytał.
– Nie, tylko… – Nie wiedziałam, co powiedzieć.
Znów mocniej i wyżej nacisnął na kończynę. Wciągnęłam powietrze i przestałam oddychać.
– Boli?
– Nie – rzuciłam schrypiałym głosem.
– To coś innego? – spytał, a źrenice mu się rozszerzyły. Dłonie zatrzymały się na chwilę.
– Coś innego – przytaknęłam.
Jego palce przesunęły się jeszcze wyżej uda. Teraz je bardziej gładził, niż rozmasowywał, a ja się czułam, jakby opuszkami wpuszczał w nie prąd. Zacisnęłam dłonie w pięści i się wyprostowałam, a raczej naprężyłam. Bałam się na niego spojrzeć i chciałam, żeby ta czynność trwała jak najdłużej. Nagle przerwał. Wpółprzytomna otworzyłam oczy. Było mi tak cudownie, a on przestał!
– Wstaniesz teraz – rozkazał. O, cholera. A jak znowu zaboli? – Staniesz na zdrowej nodze, a jak ci powiem, to obciążysz tę rozmasowaną. Gdyby bolało, odciąż nogę.
– Okay. – Na tyle mnie było stać.
– Pomogę ci wstać – powiedział z wahaniem.
Ujął mnie za łokcie i pociągnął do góry. Tak jak kazał, stanęłam na prawej, zdrowej nodze. Osunęłam lewą na ziemię i przerzuciłam ciężar na obie. Nie bolało!
– Jest dobrze – stwierdziłam z uśmiechem.
– Teraz zrób mały krok do przodu. – Nadal trzymał moje ręce.
Nie protestowałam. Zrobiłam krok.
– Nie boli. – Znów się ucieszyłam.
– Teraz krok w twoje prawo.
Wykonałam polecenie.
– Nie boli! – stwierdziłam jeszcze radośniej.
Spojrzałam mu w błękitne tęczówki i się zawiesiłam. Otchłań. Brwi, a pod nimi głębia. Patrzył mi dłuższą chwilę w oczy, później zjechał spojrzeniem na moje usta.
– A teraz duży krok w tył – nakazał cicho.
Zrobiłam, co kazał, i wpadłam na auto. Znów. Teraz tyłkiem. A on na mnie, dociskając moje ciało do karoserii. Ale przecież to on mnie tak nakierował… Przez cały czas mnie asekurował, a teraz „wpadł” na mnie?
Nie miałam ochoty go odpychać. Odruchowo złapałam za koszulkę na piersiach. Objął mnie w pasie i… to był dobry dotyk. Oczy mu pociemniały. Oblizałam usta i patrzyłam na jego zmysłowe wargi. Zacisnął szczękę i zbliżył twarz do mojej. Pocałował mnie. Najpierw delikatnie, a w chwilę później mocniej i bardziej mokro. Poczułam, jak z mojego brzucha wypełza gorąc. Zacisnęłam ręce na jego koszulce i oddałam pocałunek. Poczułam język, którym próbował spenetrować moje usta. Poddałam się temu i odpowiedziałam językiem, przylgnięciem ciała i ręką, która zawędrowała w jego włosy. Po raz pierwszy w życiu było mi tak dobrze. Po raz pierwszy ćpałam czyjś zapach z takim uwielbieniem. I smak… Po raz pierwszy ktoś mi tak smakował. Może to efekt pourazowy?
Przycisnął mnie mocniej do siebie. Poczułam, że jest podniecony równie mocno jak ja. Było mi gorąco i nie nadążałam oddychać. Docisnął mnie sobą do samochodu, a jego wzwiedziony w dżinsach penis znalazł się przy mojej cipce. Przycisnął mnie biodrami tak, że jego męskość przejechała przez cienki materiał sukienki i bielizny, wywołując falę rozkoszy, która nie pozwalała mi oddychać. Złapał mnie za pupę i jeszcze mocniej do siebie przycisnął. Wciąż mnie całował. Ten ruch spowodował, że od nadmiaru wrażeń miałam się ochotę wyrwać, a równocześnie stopić z nim bardziej.
Kolejny ruch w górę. Czułam falę wychodzącą z mojego brzucha aż do głowy. Jeszcze jeden ruch. Już nie umiałam całować, tylko dyszałam z zamkniętymi oczami w jego usta.