
CZYTAJ BEZPŁATIE "Przebudzona"
Ta historia jest hołdem złożonym twórcom filmów „Seksmisja” i „Matrix” i "Piąty element".
Kobieta jest zniewolona przez mężczyzn, którzy uczynili z niej zabawkę. Nie potrafi im się przeciwstawić i czuje, że tylko śmierć stanie się jej wyzwoleniem. Postanawia popełnić samobójstwo, ale wtedy zamiast umrzeć, budzi się w innym świecie.
Pomaga jej mężczyzna wierzący, że odnalezienie tej jedynej przebudzonej pomorze przywrócić stary ład, gdy mężczyźni i kobiety żyli razem.
Przemierzają świat, odkrywając sekrety praw natury, które od zarania dziejów zbliżają do siebie kobiety i mężczyzn. Odkrywają też spisek władz, którym na rękę są podziały pomiędzy płciami i nienawiść jednych do drugich.
"Przebudzona" to mroczna fantastyka i pochwała miłości, która potrafi zmienić losy ludzkości.
Rozdział 1
Mgła pożądania
Nacisnęła klamkę w drzwiach i naparła na ich skrzydło ciałem. Ustąpiły powoli, skrzypiąc przeraźliwie.
Gdzie ja jestem? – kołatało jej w głowie. – Co tu robię? Po co przyszłam?
Nie znalazła odpowiedzi, a jedynie niezidentyfikowane uczucie w brzuchu, że cel czeka na nią w tym pomieszczeniu. Cel, czyli człowiek.
Czego od niego chciała? A może jest tutaj bo to on tego chce? Musiała się przekonać.
W pomieszczeniu panował półmrok. Wysokie, ściany obito tłumiącym dźwięki czarnym materiałem. Gładkość poprzetykano złotymi ornamentami, które połyskiwały odbitym światłem świec. Odbijały się na kwiatowych wzorach, może po prostu kształtach geometrycznych, na których nie miała ochoty się teraz skupiać. Nie w tym celu się tutaj znalazła.
Sufit niknął w mroku. Jedynym źródłem światła były właśnie świece i lampa stojąca na podłodze, w rogu pomieszczenia. Rzucała słaby blask, nie rozjaśniając go i ginąc w ciemności, dając jedynie złudne wrażenie plamy jasności.
Spojrzała pod stopy. Była bosa. Podeszwy tonęły w gęstym dywanie. Przystanęła, poruszyła palcami, napawając się tą delikatną pieszczotą.
– Wejdź – dobiegło do jej uszu.
Drgnęła zaskoczona i gwałtownie wciągnęła powietrze.
– Patrz na podłogę! – ktoś rzucił krótko.– Nie podnoś wzroku, aż ci nie pozwolę!
Wypowiedziany ostro nakaz zastopował ruch jej głowy. Wzrok objął jedynie buty i końcówki nogawek spodni. Tylko dotąd zdołała dotrzeć spojrzeniem.
– Podejdź.
Znów wykonała rozkaz. Nie potrafiła inaczej. Próbowała zatrzymać stopy, stanąć w miejscu, ale niosły ją do przodu wbrew jej woli. Pomyślała, że złamie zakaz uniesienia spojrzenia. Chciała zobaczyć twarz mężczyzny, spojrzeć mu w oczy, by przekonać się, kim jest.
Nakaz patrzenia w podłogę był jednak silniejszy. Pokonywał jej wolę, przejmując nad nią władzę.
– Rozbierz się – mruknął ledwie dosłyszalnie.
Dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa, zanurkował w podbrzuszu i tam rozedrgał trzewia.
Ze wzrokiem wbitym w podłogę sięgnęła do tyłu, ku suwakowi na plecach. Zgrzyt zasuwki odmykającej drobne, metalowe ząbki, brzmiał w ciszy pomieszczenia bardzo wyraźnie. Pieścił uszy, rozpływając się w małżowinach, przesyłając delikatne drgania w głąb ciała.
Zsunęła pasek materiału z ramienia, a ten ześliznął się w dół, pociągając za sobą górę sukienki. Tkanina zatrzymała się na biodrach, więc dłonią pomogła jej pokonać ostatni opór, opaść na dywan. Walczyła z niemożnością popatrzenia mężczyźnie w oczy.
Rozbieram się przed nim a nie wiem, kim on jest!
– Stanik – usłyszała nakaz zdjęcia i tej części garderoby, zawarty w jednym, cicho wypowiedzianym słowie.
Pozbyła się biustonosza, odrzucając koronki na dywan obok. Założyła palce za figi, chcąc uprzedzić nakaz.
– Nie! – ostro wypowiedziane słowo, zastopowało ją w pół ruchu. – Zostaw. Odwróć się tyłem.
Znów wykonała polecenie. Stała przodem do drzwi, nieznajomego mając za plecami. Nie słyszała, by wstał, a jedynie jego głośniejszy oddech i łomot własnego serca. Czuła, że ją ogląda. Miał ją prawie nagą i bezbronną.
– Teraz zamknij oczy i uklęknij przodem do mnie.
Nie rozumiała powodu, dla którego tak bezwolnie wykonuje polecenia. Przecież nie jest szmacianą lalką, czy marionetką!
– Bliżej – warknął.
Trwała w bezruchu, coraz bardziej zdenerwowana. Co teraz, czego on chce? Czuła, że seksu. Wiedziała to. Przeraziło ją coś innego. Mimo, że nie miała pojęcia kim jest, zapragnęła go.
Drgnęła, słysząc zgrzyt rozporka. Przełknęła głośno ślinę, oblizała spierzchnięte ze zdenerwowania usta. Nie próbowała nawet powstrzymać dreszczu, który pełzał po plecach, ramionach i szyi. Nie było jej zimno, po prostu się bała. Walczyła ze strachem, że ulegnie czemuś nieokreślonemu. Nowemu uczuciu, którego dotąd do siebie nie dopuszczała. Pragnieniu bycia wziętą, niczym zwierzę - taka właśnie myśl przemknęła jej przez głowę. Czy to była jej myśl, czy jego? Kazał jej o tym marzyć, czy po prostu wymknęło się to z jej podświadomości?
Poddać się uczuciom, stracić kontrolę, przekazać ją komuś innemu. Temu mężczyźnie.
To niemożliwe! Ona nigdy nie traciła panowania nad sobą. Nie zdarzyło jej się! Gdy piła alkohol, zawsze tylko do momentu, gdy dawała sobie radę z własnym ciałem i myślami. To samo dotyczyło seksu. Nigdy nie zatraciła się w odczuciach. Panowała nad przebiegiem aktu.
Ale zaraz! Kiedy? Z kim? Nie pamiętam ostatniego kochanka!
Przed oczami przepłynęły sceny seksu, ale żadna z kimś, kogo mogłaby uznać za bliską osobę. Teraz też nie wiedziała gdzie jest, z kim i co wydarzy się za moment. Ba, czekała z niecierpliwością, by to się stało.
– Nie waż się otwierać oczu.
Dłoń wpleciona w jej włosy powędrowała na tył głowy i pociągnęła tak, że musiała opaść w przód, szukając ramionami podpory. Napotkała naprężone w oczekiwaniu uda. Poznała fakturę materiału, gorąc ciała przezeń przebijający i mięśnie, które napięły się w zetknięciu z jej palcami. Towarzyszyło temu głośne wciągnięcie powietrza w płuca. Nacisk na jej czaszkę nie zelżał. Powoli nakierowywał ją na kształt, od którego biło ciepło i woń podniecenia, oczekiwania na więcej, aromat męskości.
– Ssij, suko – usłyszała gardłowy pomruk i jęk, gdy nieświadomie dotknęła czubka wargami. – Powoli!
Kontakt z jej włosami został przerwany. Odzyskała swobodę, przynajmniej częściowo. Mogła otworzyć oczy, spojrzeć przed siebie.
Widok, który ujrzała był niczym wystrzał podniecenia. To był oczekujący na pieszczoty penis i mogłaby przysiąc, że wyczuwa drżenie mężczyzny, pulsowanie krwi w jego żyłach i słyszy dudnienie serca. Wędrowała wzrokiem wyżej na rozchełstane poły koszuli spomiędzy których wystawał twardy penis. Kolejne guziki wiodły ją ku brodzie i krótkiemu zarostowi okalającemu drobne usta, które przypominały malinę, różowe i zaciśnięte w skupieniu. Jeden kącik drgnął, język przesunął się po dolnej wardze, na chwilę błysnęła biel zębów.
Nie mogła się doczekać, by zobaczyć oczy. Zajrzeć w nie, poznać nastrój tego, kogo miała ssać.
– Nie.
Ten bezgłośny, wypowiedziany jedynie ruchem warg zakaz, zastopował ją. Nie była w stanie pokonać tych kilku centymetrów w górę.
Jaki ma kolor oczu? – Złościła się na własną bezsilność.
Stało się to dla niej teraz tak ważne, jakby od tego miała zależeć decyzja, czy weźmie go w usta.
– Ssij.
I znów coś, co przejęło władzę nad jej ciałem, pchnęło głowę dół, nakierowując na pękatą główkę. Rozchyliła wargi, objęła czubek, dotknęła językiem.
– Kurwa! – stęknął mężczyzna.
Zaskoczona jego reakcją uniosła się i znów patrzyła na usta. Ani o centymetr wyżej. Nie udało jej się. Nie rozumiała tego!
– Nie przestawaj. – Palce silnej dłoni zacisnęły się na włosach, zmuszając ją do powrotu do poprzedniej pozycji.
Posłusznie rozchyliła wargi i wbiła go w usta najgłębiej, jak potrafiła. Mężczyzna syknął, biodra mu zadrżały, uniosły się odrobinę w skurczu mięśni, by po kilku sekundach opaść, gdy cofnęła głowę. Objęła go palcami, pieszcząc jedynie językiem. Zamknęła oczy skupiając się wyłącznie na smaku, zapachu i reakcjach mężczyzny. Była tu dla niego, dla jego zachcianek, dla ugaszenia pragnień.
Z początku próbował nadać tempo jej ruchom, lecz po kilku chwilach wyplątał dłonie z włosów i zacisnął je na podpórkach masywnego fotela. Robił to tak mocno, że aż pobielały mu knykcie. Miarowo poruszała głową, ssąc, liżąc, przejeżdżając po nim delikatnie zębami. Z uchylonymi powiekami wsłuchiwała się w coraz bardziej konwulsyjny oddech, obserwowała niekontrolowane ruchy, czerpiąc przyjemność z jego rozkoszy. Udzieliło jej się podniecenie. Wilgoć zmoczyła bieliznę.
Krzyknął i zamarł, dociskając jej głowę w dół. Strugi gorącego nasienia trysnęły do gardła kobiety. Zakrztusiła się, ale posłusznie przełknęła, po czym zamarła w bezruchu. Znów nie potrafiła się ruszyć, czyli widać on tak chciał i tylko wciąż nie rozumiała, dlaczego jest pod aż taką władzą.
Osłabłe przeżytą rozkoszą ramiona uwolniły jej głowę. Mogła ją cofnąć, przełknąć, przetrzeć usta wierzchem dłoni. Nadal nie potrafiła dosięgnąć wzrokiem jego oczu.
Dlaczego mi nie pozwala? – myślała, próbując pokonać opór więżący jej ciało.
Bezskutecznie.
Penis opadł na udo i ześliznął się, powoli wiotczejąc. I taki jej się podobał. Miała ochotę na więcej. Widocznie jednak tyle tylko miało się wydarzyć. Nie dla swojej rozkoszy i spełnienia się tu znalazła. Była narzędziem.
Wstała, podniosła sukienkę, stanik zostawiła, będzie miał pamiątkę. Skierowała się do drzwi. Intuicja podpowiadała jej, że to właśnie ma zrobić - opuścić pomieszczenie, zostawić go samego. Palce dotknęły chłodnej stali klamki. Ubierze się za drzwiami.
Cudowne uczucie odzyskania kontroli uniosło jej brodę w górę. Znów była sobą, miała władzę nad ciałem, umysł pozostał niezagrożony. Jest panią samej siebie. Nikt nie zagarnie jej jaźni w posiadanie.
– Czy pozwoliłem ci wyjść? – Słowa wypowiedział leniwym głosem, czym jakby coś przełączył w jej umyśle i ciele.
Znów nie umiała się ruszyć mimo, że bardzo próbowała.
Dobiegł jej uszu szelest materiału, w końcu zbliżające się kroki. Dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa, włoski zjeżyły się na karku. Aż podskoczyła, czując dotyk sunący w dół od łopatki po plecach, na pupę. Palce zacisnęły się na pośladku, zagłębiły pomiędzy nimi później dalej, między uda. Próbowała je zewrzeć. Bezskutecznie.
– Myślałaś, że po to tutaj przyszłaś? – mruczał, zagłębiając palce w ociekającej śliskością szparce. – To, że mnie wyssałaś, było przygotowaniem. Dzięki temu będę cię mógł dłużej rżnąć.
Słowo „rżnąć” ponownie wystrzeliło podnieceniem w głowie. Oddech przyspieszył, oczy się przymknęły, usta rozchyliły. Mimowolnie odchyliła pupę do tyłu, jakby zapraszała penetrujące palce głębiej. Jęknęła, gdy śliski kciuk podrażnił odbyt, druga dłoń przylgnęła do brzucha.
Ściskała klamkę tak mocno, że aż zdrętwiało jej ramię. To nie było istotne. Ważny był płomień, rozpalający się w brzuchu, sięgający w głąb niej coraz wyżej.
Palce kreśliły kółka, obły, gorący kształt opierał się o pośladek. Mężczyzna wpasował się znów sztywnym penisem między uda tak, że ocierał się o śliskość.
– Właśnie tak – mruczał, uginając kolana. – Powiedz, że tak lubisz.
– Lubię tak – Coś odpowiedziało za nią, mówiło jej ustami.
– Odegnij mocniej biodra. – Trochę zbyt mocno uścisnął jej biodro, ale podobał jej się ten ból. Potrzebowała tego w tym momencie.
Szorstkość, którą czuła na plecach musiała być włosami na jego torsie. Nie rozumiała tego, że każdy bodziec jest taki przyjemny i niczego nie było zbyt wiele.
– Chodź tu! – nakazał z niecierpliwością, zaciskając palce na jej karku.
Poprowadził ją z powrotem do fotela. Tego samego, na którym przed chwilą siedział.
Na dywanie leżały niedbale porzucone spodnie, obok buty i bielizna. Zmusił ją, by się pochyliła, wypięła dla niego, opierając ramiona na oparciach fotela.
Straciła kontakt z jego ciałem. Odstąpił widocznie w tył. Zabolała ją ta rozłąka, ssała głodem w brzuchu. Chciała by wrócił, dotykał znowu, by ją sobą wypełnił. Obejrzałaby się, gdyby mogła, ale tylko trwała w pochyle i oczekiwaniu.
To się stało nieoczekiwanie. Najpierw poczuła szarpnięcie materiału, którego pasek zdobił jej kibić, następnie mocne pchnięcie, którym się w nią wbił. Zacisnęła powieki, usta rozwarły się w grymasie bezgłośnego krzyku. Nie dał jej czasu na oswojenie się z nowym uczuciem. Zacisnął palce w pasie i parł w tył i przód, jednostajny rytm, przyspieszając miarowo.
W pomieszczeniu słychać było odgłos bioder uderzających w pośladki. Palce jego dłoni wbijały się w miękkie ciało, zaciskając w pasie, przyciągając do siebie.
Każde pchnięcie odłączało cienkie nitki świadomości od ciała.
– Daj mi to – jęknął, przyciągając ją do siebie. – Daj mi!
Wróciła dzięki tym słowom na powierzchnię świadomości tylko po to, by czując palce nurkujące pod jej brzuchem między uda, wpaść we wciągający ją lej.
– No, malutka – mruczał, przywierając do jej pleców, wykonując krótkie ruchy. – Daj!
Znów ucisk w pasie i mocne przyciąganie do swoich bioder. Ostre pchnięcia, każde w akompaniamencie jęków. Najpierw jego, w końcu i jej.
Zaraz, przecież ona nie jęczy! Nie wydaje dźwięków podczas seksu! Przecież…
Myślenie znikało, zastąpione jasnym światłem wdzierającym się w umysł. Jakby wtłaczał w nią penisem słońce. Jakby rozpalił pożar.
Krzyczała, łkała i jęczała, wszystko równocześnie. Ramiona bolały od napięcia, podobnie uda. Wychodziła mu naprzeciw, cofając się ku jego biodrom, by poczuć go mocniej i głębiej.
Eksplodowała z krzykiem, drżąc i siadając na łóżku. Była sama.
Otrzymaj BEZPŁATNIE e-book i audiobook!
Ta historia jest krótka i słodka, jednak to ona mnie uratowała od bezsenności, którą wywołała postępująca depresja! Jestem jej za to wdzięczna, bo to od niej zaczęła się moja pisarska przygoda.
Pobierz za 0 złotych e-book & audiobook i poznaj historię miłości, która zaczęła się na przejściu dla pieszych.
Monika Liga
Piszę od lat, a teraz również wspieram pisarzy. Moje pisanie zaczęło się od bezsenności.
Copyright © 2025 | www.poprostupisz.pl