PRZEBUDZONA - rozdział 2

Rozdział 2

Mara



Objęła się ramionami, nieprzytomnym wzrokiem rozglądając dookoła.

Dotknęła policzków i czoła. Była rozpalona i spocona. Dyszała i dygotała na całym ciele.

Rozejrzała się wokoło i ze zdziwieniem stwierdziła, że znajduje się we własnej sypialni, w łóżku. Mrugała, by szybciej wrócić do rzeczywistości.

– Co to było? – wyszeptała. – Przecież ja nie mam erotycznych snów. Ja wcale nie śnię!

Spojrzała w dół na piersi okryte jedynie cienką warstwą bawełny. Sutki sterczały i były wrażliwe na dotyk, ocierającego się o nie materiału. Odrzuciła kołdrę, uniosła skraj koszulki. Była mokra. Plama wilgoci rzucała się w oczy, przyciemniła materiał prześcieradła.

Uklękła i powąchała materac. Nie zesikała się, lecz zmoczyła z podniecenia.

Wyskoczyła z łóżka, by otrząsnąć się z resztek snu.

Kręcąc przecząco głową, skierowała się do łazienki. Ochlapała twarz zimną wodą i przetarła ręcznikiem. Ramiona oparta o umywalkę i przyglądała się swojemu odbiciu.

Oparta jak we śnie tyle, że za plecami nie mam nikogo – pomyślała, w efekcie rażona wspomnieniem wyprostowała się gwałtownie.

– Co to było? – wyszeptała ponownie, patrząc na tę drugą siebie, spoglądającą na nią ze szklanej tafli. – Pierwszy w życiu sen, który pamiętam i od razu taki? O mamo – jęknęła, siadając na ubikacji.

Była w amoku. Świadomością wciąż tkwiła w tamtym pokoju.

Pamiętała, że mężczyzna nie dotknął jej piersi. Teraz skóra krzyczała z pragnienia bycia dotykaną przez człowieka bez twarzy. Raczej faceta, który zerżnął ją w usta i brał jak sukę od tyłu. Człowieka, którego koloru oczu nie poznała.

Urwała kilka płatków papieru toaletowego i podtarła się. Jęknęła, czując własną nadwrażliwość. Papier prześliznął się po nadmiarze śluzu.

Opłukała ręce, przeczesała wilgotnymi palcami włosy.

Nadal nie potrafiła uwierzyć w to, co przeżyła we śnie. To było odrażające i wspaniałe równocześnie. Wspomnienie przyjemności połączonej z bezwładem i bezwolnością, wywołało skurcz tęsknoty za tym uczuciem.

Powlokła się do kuchni, namacała włącznik światła na ścianie, pstryknęła i zmrużyła oczy, porażone jasnością żarówki, okolonej mdłym materiałem abażuru. Włączyła czajnik z wodą, by zaparzyć herbatę. Oparta plecami o chłodną powierzchnię lodówki, nurkowała we wspomnieniach ze snu.

Analizowała to dziwne zniewolenie, gdy mężczyzna ją zmusił, by przed nim uklękła. Wspominała podniecenie na widok czekającej na jej usta twardości, westchnienia, jęki i to, jak drżały mu biodra i napinały się mięśnie ud. Wspominała ból, gdy zacisnął palce na jej biodrach, przyciągając do siebie.

Czajnik pstryknął wyłącznikiem, sygnalizując zagotowanie wody. Westchnęła, sięgnęła do szafki po kubek. Wrzuciła doń pierwszą z brzegu saszetkę herbaty, uniosła czajnik. Okazało się, że był pusty, zagotowała powietrze.

– No tak – mruknęła, nalewając do niego wody, słysząc syk przegrzanego elektrycznością metalu.

Znów załączyła i opadła na krzesło przy stole. Zapatrzyła się w wirujące za oknem płatki śniegu, pierwsze oznaki nadchodzącej zimy.

Najwyższy czas – pomyślała. - W końcu jest koniec listopada.

Zrobiło jej się chłodno, więc objęła się ciasno ramionami. Zagotuje wodę, zaleje wrzątkiem herbatę i pójdzie się ubrać.

Wyczuła pod palcami obolałe miejsce na biodrze. Może uderzyła się gdzieś, lub niewygodnie spała?

Podniosła koszulkę i zamarła. Na biodrze i w pasie, widniały podłużne ślady siniaków. Nie przypominała sobie, by uległa jakiejś mini kolizji w ciągu ostatnich dni. Zmarszczyła czoło i pogładziła siniaki.

– Skąd to cholerstwo? – mruknęła do siebie.

Zerwała się z krzesła, pobiegła do przedpokoju. Szklany dzban, w którym trzymała pamiątkowe kamienie, przywożone z każdego wypadu poza dom spadł, zahaczony przez nieuwagę łokciem. Musiała przesunąć stolik o kilka centymetrów w bok, teraz zapomniała o tym, stąd ten wypadek. Huk rozpryskującego się szkła i dziesiątek różnokolorowych kamyków zatrzymał ją tylko na chwilę. Załączyła wszystkie światła sufitowe i stanęła przed lustrem.

Siniaki zdobiły miękką skórę, po obu stronach bioder. Na wysokości pasa były najbardziej widoczne. Obróciła się tyłem, przyjrzała ponownie.

– Niemożliwe – jęknęła.

Pognała do łazienki, gdzie zapaliła lampę nad lustrem. Jasne światło padło na nagie plecy i szyję. Włosy nie zasłaniały widoku, na karku miała je krótko przycięte.

Równie sine ślady, jak te zdobiące biodra, pokrywały szyję i prawe ramię.

– Boże! – Okręcała się, stojąc tyłem do lustra, przed twarzą trzymając drugie, mniejsze lusterko. – Przecież to był tylko sen! To się nie działo naprawdę!

Trwała tak dłuższą chwilę, starając się znaleźć wyjaśnienie.

Może ja nadal śnię? – myślała gorączkowo. – Tylko jak to sprawdzić? Skoro seks odbierałam tak realnie, to zwykłe uszczypnięcie na nic się nie zda. Nie wybudzę się.

Zastygła, wpatrując się w lustrzany obraz odbity w drugiej tafli. Nie było wyjaśnienia. Nie miała na ten temat żadnej teorii, jak mogłaby to zrozumieć?

Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk dzwonka. Ktoś wcisnął przycisk, po chwili zastukał w drzwi.

Zamrugała powiekami, by wzrok odzyskał ostrość widzenia. Opuściła dłoń, odłożyła lusterko. Szybko założyła koszulkę i podeszła do drzwi. Wyjrzała przez wizjer, po czym przekręciła zasuwkę górnego zamka i zostawiając zabezpieczenie w postaci łańcucha, uchyliła skrzydło.

Wciąż nieprzytomny wzrok spoczął na twarzy. Właściwie skupił się na oczach. Niebieskich, badawczo w nią wpatrzonych.

– Dzień dobry – przywitał się nieznajomy. – Wszystko w porządku?

– Dzień dobry – szepnęła słabo, odblokowując łańcuch i szerzej uchyliła drzwi.

– Pół godziny temu słyszałem krzyki. Pomyślałem, że może telewizor, albo komputer. Teraz coś grzmotnęło. Jestem sąsiadem z naprzeciwka. Wprowadziłem się przedwczoraj. Może się przedstawię… – urwał, opuszczając wzrok, prześlizgując się po jej sylwetce.

Zatrzymał się przez chwilę na piersiach, sunął w dół na gołe nogi i bose stopy. Zamrugał gwałtownie, cofnął o krok.

Wyglądało, jakby chciał coś powiedzieć, lecz brakło mu słów. Zacisnął usta, przesunął językiem po dolnej wardze.

Wtedy dopiero zwróciła uwagę na ten szczegół jego twarzy. Drobne usta, różowe, kojarzące się z maliną. Takie same, jak te które widziała we śnie, a które zacisnęły się pod wpływem rozkoszy. Ich krzywizna przywołała wspomnienia, przebiegła dreszczem po plecach. Silnie zapragnęła, by ich posmakować, sprawdzić, jak to jest całować tego człowieka, mężczyznę z jej snu. Czy nim był?

Odruchowo objęła się ramionami, czując ssący głód w dole brzucha. Patrzyła na usta okolone szczeciną brody, o niezbyt długim włosie, w odcieniu ciepłego brązu. Ponad górną, ładnie wciętą wargą miał krótko przystrzyżony wąsik. Zarost okalał różowość, uwydatniając ją na twarzy.

Oblizała się, zagryzła wargę, nie potrafiąc oderwać wzroku od tego szczegółu fizjonomii. Cofnęła się w głąb mieszkania, opuściła oczy. Zatrzymała się na wybrzuszeniu zdobiącym spodnie mężczyzny.

Mężczyzna był równie zszokowany, co podniecony. Podniecił go zapach stojącej przed nim nieznajomej, jej małomówność i sutki wyraźnie odznaczające się pod cienkim materiałem czegoś, co było zapewne koszulką nocną. Podniecił się niczym uczniak, zbyt szybko i za gwałtownie. Musiał stąd uciec, schować się w bezpiecznej klatce mieszkania.

Nim zamknął skrzydło ciężkich, białych drzwi, ona przekręciła już oba zamki w swoich, jakby ryglowała się w twierdzy.

Trwał jeszcze dłuższą chwilę z palcami przyciśniętymi do politury drzwi. Przed twarzą miał judasz, ale bał się przezeń spojrzeć.

– Wow – szepnął. – To było coś. Usługa warta wydanej kasy.

Oddech odbił się od wygłuszającej dźwięki powierzchni. W przedpokoju słychać było jedynie jego przyspieszony oddech i tykanie zegara na ścianie. Nie lubi tego dźwięku i najchętniej wyrzuciłby to blaszane kółko ze wskazówkami przypominającymi mu o przemijaniu. Ale nie mógł, bo to był jeden ze stałych elementów, które miały mu przypominać o upływającym czasie. Tym, za który płacił!

Miał dosyć myśli o niknących na jego koncie kredytach. Teraz skupił się na nici, którą dokładnie wyczuwał. Łączyła go z kobietą, która zniknęła za drzwiami naprzeciwko.

Dzięki niej wreszcie coś poczuł, a już myślał, że umiera od środka. Od dawna ogarniała go mgła znieczulicy i właśnie dotknęło go coś nowego, więc zapragnął więcej. Miał dopiero dwadzieścia jeden lat, a już od kilku opowiadano mu, że to jedna z najlepszych płatnych rozrywek. Jak i to, że jest warta każdego wydanego grosza. Mógł mieć wszystko i wystarczyło tylko, by sprawdził, co lubi najbardziej. Czy woli uległe kobiety, czy może chce brać je siłą.

Złożył zamówienie na coś prostego, a także niedrogiego i wybrał scenariusz z sąsiadką z naprzeciwka. Nie chciał zaczynać od ekstremów, ale stchórzył, bo po raz pierwszy zobaczył kobietę „na żywo”.

Przyglądał się wskazówkom zegara. Ich tor nie przebiegał normalnie. Nie przesuwały się w prawo, wskazówka sekundnika cofała się i złościło go to okropnie.

Pieniądze, kurwa – warczał wewnątrz czaszki. – Zawsze i wszystko rozbija się o kasę. Rzeczywistość to sprzedajna dziwka.

– Dziwka – mruknął pod nosem, przyglądając się tarczy zegara, zaciskając wściekle szczęki. – Jebana dziwka!

Miał jeszcze czas, bo na razie ten biegł bardzo powoli. Przyspieszy dopiero wtedy, gdy przystąpi do realizacji usługi zasadniczej. Stracił może ledwie trzy kredyty.

Postanowił zebrać się w sobie i spróbować ponownie, ale nie teraz. Na szczęście mógł zrezygnować i zrobić kolejne podejście. Umowa przewidywała taką możliwość, co go uspokoiło, bo oznaczało, że nie on jedyny ma takie dylematy i opory.

Otrzymaj BEZPŁATNIE e-book i audiobook!

Ta historia jest krótka i słodka, jednak to ona mnie uratowała od bezsenności, którą wywołała postępująca depresja! Jestem jej za to wdzięczna, bo to od niej zaczęła się moja pisarska przygoda.

Pobierz za 0 złotych e-book & audiobook i poznaj historię miłości, która zaczęła się na przejściu dla pieszych.

Monika Liga

Piszę od lat, a teraz również wspieram pisarzy. Moje pisanie zaczęło się od bezsenności.

Aktualizuj pliki Cookies