PRZEBUDZONA - rozdział 10

Rozdział 10

Niespokojna noc

Szum wody ucichł.

– Co się stało? – Wyszła zza szklanej osłony, ociekając wodą i szukając Bartka wzrokiem.

– Wyczerpałaś limit. – Wzruszył ramionami z uśmiechem, widząc jej zdezorientowanie. – Koniec kąpieli. Chodź, wytrzemy cię.

Zdjął ręcznik z haczyka i zarzucił go na plecy dziewczynie. Jednym z rogów otarł jej twarz i osuszył głowę. Ramionom poświęcił tylko chwilę, nie potrafiąc oderwać wzroku od miękko kołyszących się piersi. Dotknął ich delikatnie, przejechał szorstkim materiałem ręcznika. Rozchyliła usta, wciągnęła szybciej powietrze. Zmarszczyła brwi i zagryzła dolną wargę.

Bartek jak zahipnotyzowany przyglądał się ich półkulom, bezwiednie pochylając do przodu. Ich usta się spotkały, żadne z nich nie cofnęło głowy. To był tylko delikatny dotyk warg i naelektryzowane powietrze pomiędzy nimi. I wtedy wysunęła koniuszek języka, przymykając równocześnie powieki. Jakby chciała skosztować nowego smaku, nie rozpraszając się tym, co widzą oczy. To był wyzwalacz, który pchnął dwa ciała ku sobie. Ręcznik spadł na podłogę, ona przylgnęła ufnie do Bartka, przechylając głowę, zarzucając mu ramiona na szyję.

W pierwszym momencie zamarł zszokowany nadmiarem ognia, jaki obudził się w jego ciele. Po chwili przyciągnął do siebie, naparł na jej szczupłą sylwetkę, docisnął sobą do mokrej ściany.

– Co my robimy?! – Odskoczył gwałtownie w tył, nerwowo przeczesując włosy palcami. – Łamiemy pierwszy i najważniejszy z zakazów! Mam cię chronić, a nie wykorzystywać. Nie może dojść między nami do tego! – Nacisnął wybrzuszenie, jakby to mogło zamaskować zgrubienie i złością zastąpić podniecenie. – Wytrzyj się sama, ja przygotuję spanie.

Podszedł do przeciwległej ściany i rozsunął wąskie prycze. Choć wcześniej odczuwał głód, zbagatelizował go. Jedzenie poczeka, bo nie było dla niego w tej chwili istotne. Teraz chciał wreszcie zgasić światło, skryć się tym samym w ciemności i przestać widzieć jej kuszące krzywizny ciała i ufne spojrzenie.

– Śpij na łóżku przy ścianie. – Wskazał pryczę, kładąc się na drugiej. – Rano odpowiem na wszystkie twoje pytania a przynajmniej na te, na które znam odpowiedź.

Naciągnął szary, szorstki koc aż po pachy i przewrócił się na brzuch. Miał nadzieję, że ucisk pomoże i zmniejszy pobudzenie, jak i to, że nie będzie musiał patrzeć na jej nagie ciało.

Słyszał, że się wyciera, następnie podchodzi do łóżka. Posłanie skrzypnęło, gdy się położyła, do uszu dotarł szelest zgrzebnej pościeli, a po chwili nastąpiła cisza.

Usypiał, gdy dobiegł go dźwięk szlochu. Cichutkiego, ledwie słyszalnego, przerywanego pojedynczymi pociągnięciami nosa. Postanowił nie reagować. Tak z niego kiedyś robiono mężczyznę. Nie zwracano uwagi na chłopięce łzy. Te oschły, on stał się twardszy.

Przy tej kobiecie nie potrafił połapać się w tym, co czuje. Było to sprzeczne ze wszystkim, na co się przygotowywał.

Powinien był usnąć, udając że niczego nie słyszy. Rano przejdą do realizacji planu.

Obrócił się na plecy i liczył w myślach, wyobrażając sobie ogromne liczby, pisane farbą na tablicy. Sto, dziewięćdziesiąt dziewięć i jeszcze niższe. Przy sześćdziesięciu skapitulował. Nie przez łkanie, bo to ucichło. Oddychała przez usta, więc musiała mieć zatkany nos. Przez płacz, bo przez cóż by innego?

Odrzucił koc, usiadł na materacu. Wstał, dosunął swoje, do jej łóżka. Wiedząc, że łamie zasady, wsunął się pod koc i przytulił ją do siebie. Tak, jak chciał być przytulany, gdy jako dziecko płakał samotnie w poduszkę.

Wpasowała się ufnie w ciało, pochlipując z nosem przy jego szyi.

Wiedział, że tej nocy nie zmruży oka. Wiedział również, że to zadanie nie będzie łatwe.

Mają zburzyć obecny porządek, przyczynić się do obalenia rządu. Pierwsza zmiana wywoła kolejną, a ta następne. Tak naprawdę, to ta pierwsza zmiana już nastąpiła, a jej efekt pociągnął właśnie głośno nosem.

– Musimy ci nadać jakieś imię – mruknął w szczecinę krótkich, czarnych włosów. – Może Natasza? Czytałem kiedyś o kobiecie o tym imieniu. Była czarodziejką. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, to i ty odczarujesz ten świat.

Nie odpowiedziała, nawet się nie poruszyła. Obawiała się, że znów go rozzłości, a wtedy ją odtrąci i pozostawi samej sobie. Nie chciała tego, bo przecież przez całe życie była przecież samotna. Postanowiła usnąć i odciąć natłok wrażeń i emocji, których doświadczała. Dotyk jego ust był tak porażająco przyjemny, że na samo wspomnienie kołatało w niej wystraszone serce. Wystraszone, a może uradowane, tego nie była już pewna.

Nos się odetkał, Natasza zaciągnęła się ciepłym zapachem męskiego ciała. Tak bardzo to inne było od tego, czego doświadczyła przy mężczyznach tuż przed samobójstwem. Teraz istniał wybór i miała nad sobą władzę. Może poza chwilą, gdy posmakowała jego ust, a zarost na twarzy podrapał ją pieszczotliwie.

Jutro będzie zadawała pytania, on rozjaśni wszystkie tajemnice. Teraz było jej cudownie i nie chciała niczego zmienić. Było tak, jakby obudziła się dzięki temu człowiekowi, a on miał być jej przeznaczeniem. Jutro zapyta go o to. Jutro znów posmakuje tych pełnych ust.

Bartek wsłuchiwał się w coraz cichszy i wolniejszy oddech. Podniecenie o dziwo ustąpiło. Jego miejsce zajęło przeświadczenie, że po raz pierwszy w życiu czuje spełnienie. Zamknął oczy, westchnął i wyłączył myśli.

Po kwadransie i on usnął.

***

Natasza szła korytarzem mrówkowca, rozglądając się na boki. Bose stopy nie wydawały dźwięku na posadzce. Nie czuła strachu, a jedynie zaciekawienie. Z sufitu płynęło zimne, białe światło jarzeniówek. Co chwila któraś z nich mrugnęła z cichym trzaskiem, by z piskiem rozbłysnąć ponownie. Natasza odniosła wrażenie, jakby akompaniowały jej krokom, mrugając do niej w tempie, w którym stawiała nieobute stopy. To nowe, zmysłowe doznanie rozbawiło ją. Zaśmiała się cichutko, po chwili głośniej.

Drzwi po prawej stronie się uchyliły i ukazała się w nich nalana, opuchnięta twarz. Mężczyzna spoglądał na Nataszę swoimi przekrwionymi, zamroczonymi i niezdrowymi, lecz z zaciekawieniem śledzącymi każdy jej ruch.

Twarz się cofnęła, drzwi przymknęły, ale tylko na chwilę po której rozwarły się na oścież. Stało w nich dwóch mężczyzn. Obaj równie zużyci fizycznie i mocno pijani. Jeden w roboczych spodniach, znad paska których wylewał się ogromny, biały brzuch. Drugi, stał za nim, wyglądając mu ponad ramieniem i był jego zupełnym przeciwieństwem. Chudy, przygarbiony, z zapadniętą klatką piersiową, na której pod wpółprzezroczystą skórą odznaczały się kości żeber i szare żyły Obaj stali i patrzyli, rozdziawiając ze zdziwienia usta. Natasza przystanęła również.

– Ty! – wycharczał gruby. – Widzisz to, co ja?

– A co widzisz? – Chudy potarł oczy i gwałtownie zamrugał.

– Kobieta? – odparł niepewnie. – Wygląda na prawdziwą, chyba że nam się śni. Wykupowałeś seks?

– Jasne! – parsknął chudy. – Za wszy i drobne mechy. Co robimy?

– No jak to co? – Tłuścioch potarł krocze, szczerząc w uśmiechu popsute zęby. – Bierzemy ją. Goła kobieta pod naszymi drzwiami? Trzeba korzystać.

Dopiero po ostatnim, wypowiedzianym przez mężczyznę zdaniu, Natasza spojrzała w dół i ze zgrozą stwierdziła, że jest naga. Cofnęła się, zakrywając nieporadnie ramionami. Chciała się odwrócić i uciec, próbując równocześnie krzyknąć, by zawołać Bartka. Strach ją sparaliżował, wbił w miejsce, w którym stała i zacisnął gardło. Mężczyźni się nie patyczkowali. Gruby sięgnął do jej gardła i niczym szmacianą lalkę, jednym ruchem wciągnął do pokoju. Wyraz jego twarzy obiecywał bezwzględność i traktowanie jak przedmiot. Usłyszała dźwięk zamykających się drzwi i przekręcanego zamka. Widziała zmieniający się wyraz oczu z ludzkich w zwierzęce i wiedziała, co czeka ją za chwilę. Nabrała powietrza w płuca i krzyknęła z całych sił.

– Natasza! – Bartek potrząsał nią. – To był tylko sen! Obudź się!

Usiadła gwałtownie, wyrywając się Bartkowi i krzycząc. Cofała się tak długo, aż plecami przylgnęła do zimnej ściany. Bartek się nie ruszył lecz czekał, by sama się uspokoiła i otrząsnęła z resztek snu.

Wracała do rzeczywistości, mrugając nerwowo i oddychając szybko. Trzęsła się na całym ciele i rozglądała wokoło, wodząc wciąż lekko nieprzytomnym wzrokiem po ścianach i sprzętach. Zatrzymała się na wpatrzonym w nią Bartku.

– Bartek! – Rzuciła mu się na szyję, kurczowo zaciskając ramiona, drżąc wciąż ze strachu. – Co to było?! Czy ja tam wróciłam?!

– Nie, Nataszo. – Objął ją zdumiony tak żywiołową reakcją.

W jego męskim świecie nie było miejsca na tego typu gesty. To było nienaturalne, zbędne i dziwaczne. Byłoby, gdyby obejmował innego mężczyznę, ale jego dłonie dotykały gładkiej skóry kobiety. Była miękka, delikatna, krucha, a równocześnie pełna energii i emocji.

– To dlaczego oni znów chcieli mi to zrobić? – chlipnęła, wciskając twarz w zagięcie między jego obojczykiem, a szyją.

– To nie było naprawdę. – Starał się nie zważać na fakt, że nagimi piersiami Natasza przylega do jego torsu, a ciepły oddech drażni obojczyk. – To działo się tylko w głowie.

– Mówiłeś, że tamto też było tylko w głowie! – Podniosła na niego załzawione oczy.

– No tak – plątał się, nie potrafiąc skupić. – Ale inaczej. Tamto robili ci na siłę, a teraz porządkowały ci się w głowie wspomnienia i myśli. Miałaś po prostu zły sen. Wszyscy tak mają. Nazywamy to koszmarami.

– Chyba nie rozumiem. – Zmarszczył a brwi, na czole pojawiła się pionowa zmarszczka.

– Jak ty mało wiesz o życiu – westchnął, nie mogąc oderwać oczu od jej kształtnych ust, całą siłą woli powstrzymując oczy, by nie podążyły w dół.

– To mi wytłumacz! – fuknęła. – Zacznij od razu! – Wyswobodziła się z objęć. – Albo nie.

I zmieniając zdanie w przeciągu jednej sekundy, znów zarzuciła mu ramiona na szyję i przylgnęła ustami do ust.

Otrzymaj BEZPŁATNIE e-book i audiobook!

Ta historia jest krótka i słodka, jednak to ona mnie uratowała od bezsenności, którą wywołała postępująca depresja! Jestem jej za to wdzięczna, bo to od niej zaczęła się moja pisarska przygoda.

Pobierz za 0 złotych e-book & audiobook i poznaj historię miłości, która zaczęła się na przejściu dla pieszych.

Monika Liga

Piszę od lat, a teraz również wspieram pisarzy. Moje pisanie zaczęło się od bezsenności.

Aktualizuj pliki Cookies