
Rozdział 4
Cegiełka szaleństwa
Cofnęła się, ciaśniej obejmując ramionami. Stopa trafiła na mokrą powierzchnię, ujechała w bok, gdy się pośliznęła. Dziewczyna zamachnęła się ramionami, by odzyskać równowagę. To był odruch, instynktowne zachowanie. Uderzyła wierzchem dłoni w paczkę leżącą na półce, ta zaszeleściła. Chciała się wycofać rakiem na zaplecze i schować za drzwiami, poszukać drogi ucieczki.
Wzrok wszystkich czterech mężczyzn spoczął na niej, unieruchamiając ją zastygłą w przerażeniu. Otworzyła usta, zastanawiając się, co mogłaby powiedzieć w sytuacji, w której się znalazła. Czy istnieją jakiekolwiek słowa, którymi mogłaby zatrzymać mężczyzn w miejscu, zmusić ich do zaniechania jakichkolwiek działań?
A może się okaże, że to wszystko jest tylko snem i znowu znalazła się w koszmarze? Może wszędzie widzi mężczyzn ze wzwodami, bo jest tak wygłodniała?
Zaraz, czy ja jestem z kimś związana? Czy jest ktoś w moim życiu?
I znów, jak w przypadku miejsca, w którym pracuje, nie znalazła nic, co świadczyłoby o tym, że z kimś żyje, lub choćby się spotyka. Zupełna pustka.
Nie pamiętam, gdzie pracuję i nie pamiętam, czy z kimś jestem?! – Porażona tą myślą, znieruchomiała ponownie.
– Pieniądze – mruknął beznamiętnie sprzedawca, niedbałym ruchem wyjmując z szuflady kasy banknoty i położył je na blacie przed sobą. Robiąc to, nie spuszczał wzroku z kobiety.
Jakby odgrywał jakiś scenariusz.
Drugi mężczyzna zmiął je wolną dłonią, zaciskając w kulkę i wcisnął do kieszeni bluzy.
– Co my tu mamy? – Przyglądał jej się, lustrując skamieniałą sylwetkę dziewczyny, po chwili ruszył, czubkiem kija bejsbolowego powłócząc po posadzce. – Laleczka.
Ciche stukanie odmierzało niknące między nimi centymetry, gdy drewno napotykało wgłębienie fugi w płytce.
Stuk, stuk, stuk.
Stanął pół metra od niej, przyglądając się z półuśmiechem. Był dużo wyższy od niej, i znów nie mogła dojrzeć wyrazu oczu, gdyż te skrywał kaptur, widziała jedynie usta. Skojarzył jej się ze śmiercią.
Mężczyzna zamachnął się kijem i z impetem uderzył w półkę po lewej stronie dziewczyny. Ta przerażona hałasem trzaskanych butelek i puszek spadających na podłogę, krzyknęła, zakrywając dłońmi głowę i kuląc się w obronnym odruchu. Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony. Taki efekt właśnie chciał osiągnąć, pokazać kto tu rządzi.
– Zdejmij kurtkę – mruknął. – Zrób to, albo ci pomogę, a to zaboli! – warknął głośniej, widząc, że dziewczyna nie reaguje.
Czuł, jak podnieca go posiadanie władzy nad tą kruchą istotą. Wystarczyłoby, by raz przyłożył kijem w głowę. Jej mózg rozbryznąłby się wokoło, on nie poniósłby odpowiedzialności. Może co najwyżej dodatkowy koszt związany z karą umowną. Mógłby to zrobić, ale nie taką opcję wybrał, nie tym razem. Teraz chciał ją wydupczyć i czuł, jak sztywnieje na widok jej drżących, zdrętwiałych palców, gdy nieporadnie starała się ująć w nie końcówkę suwaka. Metalowa łezka kilka razy wypadała spomiędzy opuszek palców, dzięki czemu czuł się silniejszy i groźniejszy, a narastająca wewnątrz chuć piętrzyła emocje. Poczucie władzy i moc wybijały się na plan pierwszy.
Dziewczyna z zamkniętymi oczami, rozsuwała powoli suwak. Każdy z odmykających się metalowych ząbków, brzmiał w uszach mężczyzny rozkosznie. Nie wytrzymał, odrzucił kij na bok. Dziewczyna podskoczyła nerwowo, gdy drewno z głuchym łomotem odbiło się od posadzki i poturlało pod regał. Patrzyła w miejsce pod kapturem mężczyzny, tam, gdzie powinny znajdować się oczy. Wiedziała już, że to ona była celem, rabunek dodatkiem. Podświadomość mówiła jej, że to wszystko jest nierealne, niczym scenariusz taniego filmu akcji, czy raczej pornosa.
W momencie, w którym słowo „pornos” zabłysnęło w jej umyśle, butelka z napojem gazowanym spadła z półki. Kobieta krzyknęła i odskoczyła w bok. Pośliznęła się i byłaby upadła, gdyby nie refleks mężczyzny. Pochylił się do niej i przyciągnął do siebie. W jej nozdrza uderzył zapach podniecenia, od ciała bił gorąc. Na brzuch napierało jego pobudzenie. Chciał, by to poczuła i pragnął przerazić ją swoją wielkością.
Zdziwiło ją, że poczuła coś jeszcze. Powoli, lecz nieubłaganie, strach zaczął się zmieniać w podniecenie. Subtelne języki gorąca wypełzały z podbrzusza i rozedrganymi liźnięciami podgrzewały od wewnątrz. Gdy dosięgły piersi, te zareagowały stwardnieniem sutków.
Może nie do końca było to zastąpienie uczuć, lecz obok strachu rosło podniecenie. Im strach był większy, tym wilgoć w jej łonie przybierała na sile. Równolegle i niekontrolowanie, nielogicznie.
Nie! – krzyknęła wewnątrz czaszki. – Ja tak nie działam! To się nie dzieje! Nie jestem suką czekającą na parzenie się!
– Co, suczko? – W jego w głosie słychać było zadowolenie. – Czujesz ten kawał mięcha? Zaraz będzie w tobie. Boisz się, ale chcesz? Prawda?
– Tak – jęknęła w odpowiedzi. – Nie! – Krzyczała w umyśle, czując, że mózg traci połączenie z ciałem. – Nie chcę tego! – Zaraz będziesz we mnie – wbrew niej odpowiedziały jej usta.
– To na kolana, szmato! – warknął. – I zrób to porządnie. Wyliż go.
Ulegle opadła na kolana, jak kazał. Uniosła dłonie ku paskowi spodni, by uwolnić go z nich i wziąć w usta. Przerażająco duży penis sterczał przed jej twarzą i choć wiedziała, że nie jest w stanie pomieścić go całego w ustach, próbowała. Zachłystywała się z braku powietrza i krztusiła, lecz starała się zrobić to najlepiej, jak potrafi. Wciskała go w gardło mimo, że po policzkach spływały łzy wysiłku. Przecież tak kazał, żądał od niej, więc musiała.
Co ja kurwa robię?! – krzyczała w umyśle. – Co to za rodzaj hipnozy? Kto przejął moje ciało? Przecież to już nie jestem ja! Niech to się skończy!
– Dobrze ci, suko? – Przez mlaskanie i pełne zapału siorbanie, przebił się gardłowy pomruk mężczyzny, którego z takim zapałem ssała.
– Tak – wykrztusiła, gdy uwolnił ją na chwilę od naporu pobudzonego ciała.
– To nie przestawaj!
Złapał kobietę za włosy i owinął je sobie wokół palców. Drugą obejmował penisa i napierał na jej wargi. Wpuściła go ponownie i ulegle przyjmowała to podduszanie w imię jego rozkoszy.
– Może się podzielisz? – Dobiegł ich zniecierpliwiony głos jednego z kompanów.
– Bierzcie – odparł, ale było słychać, że jest mu to nie w smak.
– Ja się najpierw napiję. – Ten melodyjny głos wbił jej się w ucho. – Nie przejmujcie się mną. Dołączę za chwilę.
– Jak chcesz – zaśmiał się ten, który spenetrował jej usta, jako pierwszy. – Po naszych pałach może być luźna.
– Napiję się jednak – potwierdził mężczyzna.
– Pizda, nie facet – pogardliwie rzucił ktoś inny.
Usłyszała szczęknięcie zakrętki butelki, odrywanej od blokującej ją pod szklaną szyjką metalowej obrączki.
Dziwne – pomyślała. – Nie pamiętam, bym piła kiedykolwiek alkohol. Dlaczego ten dźwięk jest mi tak doskonale znany?
I tu zakończyła się możliwość przemyśleń i analizowania subtelnych bodźców docierających do aparatu słuchu. Została zalana przez bodźce wszelakiego rodzaju. Była brana, niczym zwierzę. Jeden z mężczyzn pieprzył ją w usta, choć lepszym określeniem byłoby to, że rżnął jej gardło. Przyduszał zbyt dużym przyrodzeniem, prąc nim mimo odruchu wymiotnego i łez płynących jej z oczu. Podobało mu się to, bo za to zapłacił, taki rodzaj usługi wybrał. Dla niego liczyła się wyłącznie przyjemność. Własna przyjemność. Brał w posiadanie kobietę, a ta była narzędziem. Tylko on i jego potrzeby się tutaj liczyły. Tego chciał i takie złożył zlecenie. Wpychał się w gardło, bo miał do tego prawo! Może nie tyle prawo, ale silniejsze od prawa były pieniądze.
– Usiądź na mnie. – To był głos sprzedawcy. – No dalej! Nadziej się, kurwo! Chcesz tego!
– Tak, chcę – potwierdziła. – Nie wytrzymam tego! – Zabrzmiało w jej umyśle. – To nie jestem ja! Zwariowałam i nie wytrzymam tego szaleństwa! – Chcę się nadziać na twojego ogromnego, żylastego, sterczącego kutasa. Pragnę tego!
Nie rozumiała entuzjazmu z jakim te abstrakcyjne słowa uleciały z jej ust. Przecież tak nie myślała! To nie jej umysł to powiedział!
– Mojego fiuta poczujesz w dupie! – To był kolejny podniecony mężczyzna i chwilę później poczuła gorący czubek, napierający między pośladkami. – Zerżnę cię kakao tak, że przez tydzień nie siądziesz na tyłku! Powiedz, że chcesz tego.
– Chcę tego – powtórzyła posłusznie.
– Czego chcesz, kurwo?! – to było podniecone, zbyt agresywne pytanie.
– Chcę twojego fiuta w dupie.
– Jak bardzo?
– Najbardziej – jęknęła.
Nie rozumiała, co działo się z jej umysłem i ciałem. Jakim sposobem jej fizyczna powłoka mogła nie mieć kontaktu z mózgiem? Przecież to było, jakby umierała. Tak właściwie, to było umieranie! Ciało czuło rozkoszne dreszcze, bo penis na którego się nadziała, dostarczał przyjemności. Poruszała biodrami, ocierając się łechtaczką o owłosione podbrzusze drugiego mężczyzny pod nią. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek kochała się w ten sposób.
Kochała się?! Przecież to nie było kochanie się, ale zwierzęcy seks! Czy zwierzęta robią coś takiego? Jedna samica i trzy samce? Zdecydowanie nie!
Zaraz, czy ja kiedykolwiek miałam jakieś zwierzątko domowe? – Zdała sobie sprawę, że i tego faktu nie pamięta. – O czym ja do cholery myślę?!
Co gorsza, nie przypominała sobie, by traciła dziewictwo!
Co to ma być?! – krzyczało w jej głowie. – Wczoraj seks z obcym, ale istniała opcja, że to był wyłącznie sen. Dzisiaj seks z trzema mężczyznami, ale teraz przecież nie śnię! Jak jest jakiś program komputerowy!
I dotarła do niej kolejna myśl, że nie ma komputera w domu, choć rozumiała, że to dziwne, bo jest to sprzęt użytku codziennego.
– Jest tu kurwa jakaś oliwka? – usłyszała zniecierpliwiony męski głos. – Jak nie, to może być zwykła oliwa.
– Tam. – To był sprzedawca. Poznała go.
Polano ją chłodną cieczą, najwięcej na pośladkach i pomiędzy nimi. Oliwka pociekła po udach i na podłogę. Mężczyzna pod nią znieruchomiał, ten za nią naparł na anus. Wpuściła go do środka, jęknęła z bólu i splątanej z nim rozkoszy. Teraz bezcześcili jej ciało we trzech.
Dziewczyna cofnęła umysł w głąb czaszki, zaczęła nim uciekać, starając się odłączyć od fizycznych bodźców.
Natrafiła na wzrok czwartego mężczyzny. Przyglądał się jej, właściwie wyłącznie twarzy, jej oczom.
Z uwagą i w napięciu spiął z nią spojrzenie i trwał tak, nie zwracając uwagi na to, że poniżej jej oczu, było gwałcone gardło. Co chwilę tracił kontakt, gdy mężczyzna w jej ustach wbijał się głęboko, lecz widział jednak świadomość. Wreszcie ją odnalazł! Musiał tylko poczekać. Pośpiech był niepotrzebny.
Ciało kobiety reagowało ogniście. Napinała mięśnie, wychodziła naprzeciw pchnięciom, mruczała i jęczała, gdy się nie krztusiła. Co jakiś czas rzucała: „O tak!”, czy „Rżnij mocniej!”.
W głowie jednak umierała. Czuła, że ciało musi umrzeć również. Nie wiedziała skąd wzięło się w niej to przeświadczenie i pewność, że to najwłaściwsze wyjście. Była jednak pewna i pozostało jej jedynie poczekać, by ci trzej skończyli.
Nie słuchała ich już, udało jej się odseparować jakimś cudem od całej tej sceny. To nie dotyczyło jej, nie działo się naprawdę. Poczeka, wyjdzie i wtedy będzie myślała.
Gdyby ktoś patrzył na scenę z boku, stwierdziłby, że ogląda bardzo namiętne zbliżenie czworga ludzi i jednego oglądającego. Gdyby obserwator był w miarę bystry, dostrzegłby, że mężczyzna z butelką piwa w dłoni nie upił ani łyka trunku.
Musiał być trzeźwy.
Nie był również podniecony.
Otrzymaj BEZPŁATNIE e-book i audiobook!
Ta historia jest krótka i słodka, jednak to ona mnie uratowała od bezsenności, którą wywołała postępująca depresja! Jestem jej za to wdzięczna, bo to od niej zaczęła się moja pisarska przygoda.
Pobierz za 0 złotych e-book & audiobook i poznaj historię miłości, która zaczęła się na przejściu dla pieszych.
Monika Liga
Piszę od lat, a teraz również wspieram pisarzy. Moje pisanie zaczęło się od bezsenności.
Copyright © 2025 | www.poprostupisz.pl